Mądre planowanie. Współpraca. Rozsądne wydatkowanie środków i skupienie się na kształceniu kadry medycznej. To jedne z pierwszych działań, które powinny mieć miejsce w strefie gaszenia pożarów – czyli jak to określiłem w ostatnim moim wpisie na blogu – obecnej sytuacji w polskiej ochronie zdrowia. Rząd będzie miał trudny orzech do zgryzienia, bo obszarów krytycznych w tym momencie jest sporo. Jednak nie ma rzeczy niemożliwych, a skuteczne planowanie i wdrażanie systemowych rozwiązań, które będą obejmować wszystkich świadczeniodawców, to droga, którą powinna iść nowa władza. Pytanie tylko czy w stanie permanentnej wojny, zdrowie Polaków i budowa skutecznego systemu może być poza podziałami? Choroby wszak nie mają barw politycznych.
Finansowanie i racjonalne wydatkowanie
Już dziś wiemy, że na ochronę zdrowia w 2024 roku przeznaczonych zostanie 27 mld więcej niż w 2023 roku*. To powinno cieszyć, jednak nie tylko poziom finansowania jest tu ważny, ale racjonalizacja wydatków. Obecnie z nielimitowanych świadczeń korzysta AOS (ambulatoryjna opieka specjalistyczna), a także – przy pewnych świadczeniach np. z onkologii, ortopedii, kardiologii, ginekologii, okulistyki czy chirurgii naczyniowej, również szpitale. I o ile operacja jaskry czy endoprotezoplastyka są z reguły zabiegiem jednorazowym, tak już nielimitowane świadczenia w AOS zastanawiają. Dlaczego? Bo wprowadzone zostały bez głębszego planowania i strategii. Pomysłodawca tego rozwiązania wyszedł z założenia, że dokładając pieniędzy do systemu na nielimity, rozwiąże problem kolejek – zarówno w szpitalach jak i w przychodniach. I o ile w procedurach zabiegowych to się udało, tak w przychodniach nie zadziałało zupełnie. Pacjenci zaczęli pojawiać się w AOS częściej, lecz nie przekładało się to w żaden sposób na ich efektywne leczenie. Krążyli pomiędzy lekarzami i gabinetami diagnostycznymi, a efektem były jeszcze dłuższe kolejki. W teorii wprowadzone rozwiązania miały rozładować kolejki. W AOS stało się wręcz przeciwnie. Wystarczy spojrzeć tylko na liczby. W sierpniu 2023 roku na wizytę u specjalisty w poradni pacjent czekał średnio 3 miesiące i 21 dni, czyli nieco krócej niż w 2022 roku, ale o prawie miesiąc dłużej niż w 2021 roku tuż po zniesieniu limitów (dane Fundacji Watch Health Care). Wprowadzenie nielimitowanych świadczeń nie wpłynęło nie tylko na skrócenie kolejek, ale jak przyznają sami lekarze, spowodowało, że ścieżka leczenia pacjenta w AOS się wydłużyła**.
W kontrze do powyższej sytuacji są limitowane świadczenia opieki długoterminowej. Podczas gdy w AOS zapewniono brak limitów m.in. na tomografię komputerową czy rezonans magnetyczny, to już wentylacja mechaniczna w warunkach domowych, domowe żywienie kliniczne czy domowa opieka paliatywna nadal pozostały świadczeniami limitowanymi.
Głównymi beneficjentami środków przeznaczonych na nadwykonania i niemility zostały więc AOS i szpitale. Pytanie czy konsumpcja tych środków była racjonalna i skuteczna, a płatnik przewidział złożoność procesu leczenia? Bo przecież to właśnie płacenie za skuteczne leczenie i wykonywanie procedur bez powikłań wpływa na efektywność całego systemu ochrony zdrowia.
Być może obecnie mamy najlepszy czas na odejście od szpitalocentrycznej wizji i analizę racjonalności wydatkowanych środków. Dodatkowo warto też zwrócić uwagę na wycenę świadczeń, które powinna ulec zmianie, m.in. poprzez wzięcie pod uwagę przez AOTMiT rosnących kosztów leczenia.
Jak zracjonalizować kwestię finansowania? Przede wszystkim współpracować, konsultować i dyskutować z uczestnikami rynku medycznego – zarówno medykami jak i praktykami, którzy na co dzień widzą, gdzie system powinien utrzymywać limitowanie świadczeń, a gdzie powinien z nich zrezygnować.
Nie ilość a jakość
Przyjęcie właściwej strategii w ochronie zdrowia powinno uwzględniać zarówno racjonalne finansowanie, jak i czynnik ludzki, a dokładniej personel medyczny. Kształcenie przyszłych lekarzy w ostatnich latach prowadzone jest bez głębszej strategii. Obserwowaliśmy to m.in. tej jesieni, gdy na podstawie decyzji MEiN liczba uczelni medycznych zwiększyła się o 12 w porównaniu do roku akademickiego 2022/2023***. Wzrosła też liczba studentów, bo ówczesny minister zdrowia obiecał, że poziom nauczania zostanie utrzymany – czyli w zamyśle Akademia Nauk Stosowanych w Nowym Sączu będzie kształciła tak samo wysoko wyspecjalizowaną kadrę jak Uniwersytet Jagielloński czy Warszawski Uniwersytet Medyczny. Wystarczyło kilka miesięcy, by rzeczywistość zweryfikowała tę teorię. W efekcie takiego działania za kilka lat możemy mieć sytuację jak w Hiszpanii, gdzie odsetek studiujących medycynę jest największy w Europie. Pokłosiem tego są niskie zarobki i mała motywacja do pracy. W polskiej rzeczywistości do tych czynników mogą dołączyć jeszcze niskie kwalifikacje studentów z nowo otartych kierunków medycznych, czego już obawiają się polscy lekarze.
System kształcenia lekarzy to tylko jeden aspekt edukacji kadry medycznej. Drugim, równie ważnym, jest personel pielęgniarski. Ten niestety od lat stoi przed poważnym problemem, jakim jest wiek pielęgniarek i położnych. Dziś to średnio 54 lata. Nowy rząd ma więc przed sobą trudne zadanie polegające na przywróceniu pełnego prestiżu temu zawodowi i przyciągnięciu nowych kandydatek i kandydatów. To powoli się już dzieje, jednak zmiany należy przyśpieszyć. Przede wszystkim kluczowe jest wzmocnienie aspektu finansowego. Dziś 72 proc. pielęgniarek otrzymuje miesięcznie od 4 do 8 tys. zł netto, z czego największa grupa zarabia od 5 a 6 tys. zł ****. Za dobrymi zarobkami powinna iść również zmiana roli pielęgniarki, która będzie skupiała się przede wszystkim na koordynowaniu procesu leczenia. Widać to najlepiej w opiece długoterminowej, gdzie to właśnie zespoły pielęgniarskie stanowią istotne ogniwo w procesie terapeutycznym.
Chciałbym zobaczyć wreszcie konkretną strategię i pomysł na polską ochronę zdrowia, zapoznać się z priorytetami, które będą podstawą wprowadzonych zmian, a także dowiedzieć się o systemie racjonalnego rozdziału środków finansowych wraz z ich mocnym uzasadnieniem. Oczekuję, że nowy rząd zaprezentuje także efekty, jakie zamierza osiągnąć, wdrażając daną strategię i rozdzielając fundusze.
Nowa ministra zdrowia zapowiedziała, że w styczniu przedstawi na sejmowej komisji zdrowia informację o planach i wyzwaniach w polskiej ochronie zdrowia. Czekam więc z niecierpliwością.
